pomysł na biznesKiedy ranne wstają zorze otwieram oczy /swoje/, sprawdzam, czy przy głowie leży siekiera, a pod łóżkiem kosa.

Wsłuchuję się w panująca jeszcze ciszę, żeby nikomu nie dać się zaskoczyć. Ani żonie, ani dzieciom. Ani teściom. Ani sąsiadom.

W szczególności zaś nie może mnie zaskoczyć komornik.

Ani urząd skarbowy.

Ani ZUS.

Ani kurier z sądu…

W jeszcze większej szczególności zaś nie może mnie zaskoczyć mój kontrahent, inaczej zwany klientem.
OK. Deski nie trzeszczą, firanki się nie ruszają, ptaki za oknem też zatrzasnęły swoje dzioby.

Bo ja wstaję. Na palcach. Wzdłuż ściany przesuwam się do łazienki. Palcami zatykam uszy, żeby było jeszcze ciszej.

Zaczynam swój dzień w polskim biznesie.

Co prawda moim zadaniem jest sprzedaż bezpośrednia męskich koszul flanelowych, ale nie mam na to czasu. Ja dzisiaj, mianowicie, mam inne sprawy do załatwienia.

  • Otrzymałem z Urzędu Skarbowego informację, że odkryto u mnie niedopłatę podatku od wzbogacenia o 3, 45 zł z XVII wieku, co wraz z odsetkami daje 683, 92 zł. Ciekawe, czy tak samo bym zareagował, gdybym się dowiedział, że odkryto u mnie zaawansowanego czerniaka. Spędzę w Urzędzie ze trzy godziny. Wyjdę zaś w poczuciu, że granitową posadzkę w Pałacu wytarto moją paszczą. 
  • Dwa tygodnie temu J.W. ZUS dał mi na papierze zaświadczenie, że nie zalegam /”…twoje zwłoki nie zalegają w piwnicy…”/. Czułem się, jakbym odzyskał młodość, rozum i dziedzictwo. Niestety, to był żart! Cha! Ha! Kha!!! Zalegam jednak! Wniosek do banku o kredyt, który na nieustającym kacu wypełniałem tydzień, i który dzisiaj miałem złożyć, złożę pod pomnikiem ofiar VAT-u.
  • Boli mnie prostata, czy jak to się TAM nazywa. Coś się zatyka. Cóż: kanalizacja. Hydraulik potrzebny szybko. Panienka w rejestracji, do której dodzwoniłem się po trzech kwadransach, śmiała się /ta panienka/ serdecznie. „Hydraulik!”, rżała. Powiedziała, że mogę przyjechać. Za 7 miesięcy. Lub zaraz – za 199 złotych w promocji.

I chyba coś jeszcze pod drodze mam załatwić.

Żadnej koszuli nie sprzedam normalnie. Normalnie, czyli jak? Czyli z uśmiechem oferując towar przechodniom na ulicy lub bywalcom pobliskiego targowiska.

A jestem biznesmenem profesjonalnym. Czyli: mam plan miesięczny, dekadowy, tygodniowy i dzienny.

Wiem, że w miesiącu muszę sprzedać 300 koszul po 40 złotych polskich. Wtedy zarobię lekko 1750 zł, z czego bez problemów opłacę świadczenia ca 1999 zł.

Dzisiejszy utarg dzienny wyniesie „zero”. ZERO, do cholery! Nie udawaj, że nie słyszysz, debilu!

Ale…

Jeśli nie dzienny, to będzie nocny.

Jako specjalista w zakresie zarządzania sobą w czasie potraktuję wizyty w urzędach jako relaks i godziwą rozrywkę. Jako samokształcenie. Jako budowanie relacji interpersonalnych. Jako pogłębianie umiejętności negocjacyjnych. Jako trening cierpliwości, luzu, pogody ducha i motywacji.

W szczególnych przypadkach jako ćwiczenie w rzucaniu mięsem i kamieniami do celów ruchomych.
A po godzinie 22.00 zapakuję odpowiednia ilość koszul, założę hełm, przez plecy przerzucę kałacha – i w miasto.

Co, nie dorwę do świtu dwudziestu zmarzniętych klientów?

Chyba, że rzucę to wszystko w diabły i przeniosę się w Bieszczady. Zabiorę ze sobą laptopa i kilka koszul. Przecież marketing internetowy można robić z każdego miejsca…

 

Zobacz lepiej jak zbudować dochodowy i stabilny biznes w Internecie >>>

 

 

 

 

Autor wpisu:

Jestem trenerem biznesu. Wraz z moją żoną, Basią, również trenerką, prowadzimy dwie firmy szkoleniowo-doradcze. Jesteśmy również doświadczonymi sprzedawcami i menedżerami. Biznes natomiast - to tworzenie zysku. Inaczej mówiąc: zarabianie pieniędzy. Dzisiaj na topie jest e-biznes; i będzie coraz bardziej. Od kilku miesięcy uczę się e-biznesu. Z propozycji rynkowych najbardziej odpowiada mi ta, przedstawiona przez Pawła Grzecha. Wchodzę. Przystąpiłem do Akademii Biznesu. Więcej o mnie: www.andrzejkuczera.pl; www.edu-services.co.uk

(Visited 21 times, 1 visits today)