Jest dużo prawdy w stwierdzeniu, że rozwój Internetu oraz mediów społecznościowych może wspierać i rozwijać pomoc wobec potrzebujących. Obojętnie, czy mieszkasz w UK, czy w Polsce, z pewnością wielokrotnie stykasz się z różnymi inicjatywami w sieci. Czy jednak „łapka w górę” na fejsie rzeczywiście pomaga? Pozwól, że wyobrazimy to sobie bardzo konkretnie.

Bicie rekordów nonsensu

Pamiętasz Łukasza Berezaka, młodego chłopca cierpiącego na chorobę Leśniowskiego-Crohna? Jego wyjątkowa historia została nagłośniona, gdy będąc potrzebującym, sam włączył się do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jako wolontariusz.

Gdy czytaliśmy o tym na bieżąco, niektórzy postanowili iść o krok dalej. Założyć fanpage. I tak powstał chociażby profil pod nazwą „Łukasz Berezak – bijemy rekordy polubień dla Ciebie. Jesteśmy z Tobą”. Być może nawet znajdujesz się w grupie prawie miliona użytkowników, którzy w odruchu serca kliknęli – tak, lubię to, dodaję ten profil do ulubionych, pomóżmy.

To bardzo piękne, ale gdzie w tym realna pomoc? Jeżeli myślisz, że jakikolwiek rekord polubień przekłada się na pieniądze – jesteś w błędzie. Ani Facebook, ani inne inicjatywy nie robią przelewów charytatywnych za to, że ktoś założył fanpage i zebrał setki tysięcy polubień. W tym nie ma realnych pieniędzy, no chyba że…

Chyba że administrator nie jest tylko dobrotliwym fanem działalności w mediach społecznościowych, ale cynicznym, nazwijmy to umownie, biznesmenem z branży „farmerskiej”. Mowa o farmach lajków, czyli stronach i grupach, które powstają wokół realnych inicjatyw, problemów czy chodliwych tematów, żeby wkrótce można było sprzedać profil jakiejś firmie lub udostępnić dla niej przestrzeń do reklamy.

Może znasz to z autopsji. Kiedyś, pod wpływem chwili, kliknąłeś „lubię to” na profilu stworzonym „dla” chorego dziecka. Z kolei dziś ten profil przypomina Ci o konieczności zakupu mebli ogrodowych. Halo, coś tu nie gra! Niestety takich historii na Facebooku nie brakuje.

Dobre strony e-charytatywności

Powiedzmy, że 500 tysięcy osób kliknie „lubię to” na profilu stworzonym dla chorego dziecka. A gdyby jeszcze te 500 tysięcy osób przelało złotówkę lub funta? Pewnie kwota starczyłaby nie tylko na skomplikowaną operację w USA, ale jeszcze rehabilitację na wiele miesięcy.

Jasne, podniesienie wirtualnego kciuka nic nie kosztuje, więc każdy może sobie na niego pozwolić, nie powinno nas to dziwić. Ale czy nie zastanawiasz się nad realnością pomocy? Na uwagę zasługują natomiast konkretne linki i prawdziwe strony związane z pomocą charytatywną.

Na przykład fundacja siepomaga.pl działa w oparciu o media społecznościowe. Każdy potrzebujący dużej pomocy pacjent otrzymuje indywidualne konto oraz własną podstronę, na której opisywane są często tragiczne i poruszające losy i historia choroby. Co możesz zrobić? Kilkoma kliknięciami wykonać przelew, kilkoma kliknięciami wysłać SMS-a z mniejszą, ale również bezcenną pomocą, a wreszcie… jednym kliknięciem udostępnić stronę na Facebooku lub Twitterze. I to ma sens! W ten sposób nie podajesz dalej farmy polubień, która nie generuje żadnych faktycznych korzyści. Udostępniasz zaś stronę, na której wszystko jest opisane, a pomoc możliwa w kilku krokach, bezpieczne i transparentne.

Dlatego nie rezygnuj z „lubienia” (choć wszyscy wiemy, że nie o radość z choroby tu chodzi) potrzebujących i chorych. Ale rób to rozsądnie, sensownie. Promuj linki do prawdziwych fundacji i organizacji, a nie zaśmiecające sieć grupy, na których ktoś cwany może jeszcze zarobić. Nie bij rekordów polubień – bij rekordy w otwartości serca na potrzeby drugiego człowieka.

  • Pomóż finansowo, jeżeli możesz.
  • Nie zapominaj, że liczy się każdy grosz, nawet pojedynczy SMS.
  • Udostępniaj innym, żeby nagłaśniać sprawę i ułatwiać pomoc.
  • Pamiętaj, że „bicie rekordów polubień” nie daje pieniędzy potrzebującym.
  • Sprawdzaj, co publikujesz.
  • Promuj wartościowe organizacje.
  • Pamiętaj, że chodzi o chorych i potrzebujących, a nie Twój wizerunek.

Tylko tyle i aż tyle!

źródło: https://optimalsolicitors.com/pl/

Autor wpisu:

Specjalista budowania MLM online ( marketingu sieciowego przez internet ). Współzałożyciel Grupy Marketingowej BB Elite Club. Szkolę w Akademii Nowoczesnego Marketingu GVO. Jestem tu by szkolić i pomagać naszym partnerom osiągnąć sukces.

http://wojciechwesolowski.pl/

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • czy udostepnianie na fejsie potrzebujacym nsprawde pomaga?
(Visited 30 times, 3 visits today)